poniedziałek, 28 marca 2016

Śmigus-dyngus


Śmigus-dyngus (zwany też lanym poniedziałkiem)  jest obyczajem związanym z drugim dniem Wielkanocy.


Do XV wieku dyngus i śmigus były dwoma odrębnymi zwyczajami. Dyngus (dyngusowanie) oznaczał wymuszanie datków, najczęściej w postaci jajek, pod groźbą kąpieli natomiast śmigus to uderzanie, smaganie rózgą, gałązką lub palmą. Z czasem te dwa odrębne zwyczaje zostały połączone w jeden, śmigus-dyngus. 

Dzień św. Lejka, jak żartobliwie nazywa  się lany poniedziałek, nikomu nie może ujść na sucho.
Był przy tym i jest doskonalą zabawą dla całej rodziny,  a także okazją dla psotników, by płatać figle w zgodzie z  ludową tradycją. Polewano się różnie, na dworach  paroma kropelkami wody perfumowanej, na wsiach  wiadrami i konewkami. Niejedna panna została nawet  wepchnięta do rzeki czy koryta z wodą. Mimo pisków i  wrzasków dziewczęta nie narzekały, że je oblewano.
Wierzono bowiem powszechnie, że woda w wielkanocny  poniedziałek „przyda licu gładkości i rumieńca”. Ponadto liczba kawalerów, uganiających się za dziewczyną z wiadrami,
świadczyła o jej atrakcyjności. Gospodarze również nie  zabraniali oblewania swoich córek, bo dla ojca przemoczenie  córki wróżyło urodzaj i pożytek z gospodarskich zwierząt.
Znacznie wzrastały też szansę panienki na korzystne  zamążpójście. Nie trzeba było się wstydzić mokrego ubrania;  wstydziły się te panny, których nikt nie chciał oblewać! Chłopcy starali się polać wodą jak najwięcej dziewcząt, by  zapewnić sobie pomyślny rok, a ten, który nie zdołał oblać żadnej,
był uważany za pechowca. Przez cały rok robota miała mu się nie darzyć, zostawał też złośliwie okrzyknięty „babskim królem”.

Wiara w dobroczynną moc polewania wodą była tak silna, że dziewczyny same polewały skrzynie ze swoją ślubną wyprawą, żeby dobytku przybywało.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Oceń stan swojego zdrowia - ćwiczenia/aktywność